53rozdzialy Początki 1959 – 1968 | Prowincja Księży Chrystusowców Australii i Nowej Zelandii

Początki 1959 – 1968

Początki 1959 – 1968 24 grudnia 2009 wyświetleń: 1822

Rok 1962

Na początku tego roku Rektor Polskiej Misji Katolickiej ks. Witold Dzięcioł poinformował polskie społeczeństwo o niezwykłym darze Księdza Prymasa Wyszyńskiego: “Księża polscy na konferencji w Sydney (we wrześniu ub. roku) przygotowując obchody Milenium Chrztu Polski uchwalili między innymi sprowadzenie z Kraju obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, który po odwiedzeniu polskich ośrodków w Australii ma być umieszczony na stałe w katedrze sydneyskiej. Prymas Polski wiedział o tym projekcie i pochwalił go, ale nie spodziewaliśmy się, aby ofiarował nam obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Tymczasem 17 lutego otrzymałem od. J. Em. Kardynała Wyszyńskiego telegram, nadany w Rzymie, tej treści: ‘Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej dla Polonii Australijskiej do

odebrania w Rzymie (podany adres)’. Tego samego dnia podziękowałem telegraficznie za dar – tym droższy, że niespodziewany”.
W dniach od 11 – 22 marca w polskich ośrodkach w Zachodniej Australii: Perth, Northam, Narrogin, Collie, Bunbury i Bellevue odbywały się rekolekcje wielkopostne, które prowadził ks. Józef Gula T.Chr.
Niedziela 27 maja była dniem uroczystego zakończenia majowych nabożeństw w Cabramatta. W sali “Orła Białego” zebrało się liczne grono wiernych. Gospodarzem był o. Maćkowiak, a wśród przybyłych ks. E. Gagajek, ks. A. Baranowski oraz Siostry Nazaretanki z Marayong. Po odśpiewaniu Litanii loretańskiej kazanie wygłosił o. Maćkowiak. Następnie dzieci z Cabramatta i okolic przygotowane przez panią Szabo przedstawiły widowisko o Matce Bożej Królowej Polski. Na zakończenie uroczystości ks. Gagajek wyświetlił trzy filmy: pierwszy z uroczystości wprowadzenia obrazu Matki Bożej do kościoła w Cabramatta (25 marca 1962), drugi z czasów swego pobytu we Włoszech i trzeci z kolonii letniej Ministrantów z Bankstown. W sprawozdaniu z tej uroczystości zamieszczonym w Tygodniku Katolickim czytamy m.in.: “Szczególne uznanie i wdzięczność należą się wiel. Ks. Gagajkowi za życzliwość jaką stale okazuje dla Cabramatty i nie tylko przez chętne i częste wyświetlanie filmów udziela nam chwil miłych rozrywek, ale i przez podniosłe rekolekcje przygotował serca nasze na przyjęcie Matki Boskiej do świątyni Pańskiej i do serc naszych”.
Lokalne obchody świąt maryjnych były jakby wstępem do peregrynacji Jasnogórskiej Ikony po polskich ośrodkach w Australii. Szczególnie mocno ideą tą przejął się prymas Polski kard. Wyszyński. Z okazji święta Wniebowzięcia NMP wystosował na ręce ks. prał. W. Dzięcioła list do Polonii australijskiej. Oto wyjątki z tego dokumentu: “Ukochani Rodacy w Australii. Z wielką radością i żywą nadzieją w nadprzyrodzoną pomoc przekazuję Wam wierną kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, jako dar z Jasnej Góry, który ma nawiedzać Wasze australijskie ośrodki. Obraz ten wziąłem ze sobą gdy jechałem do Rzymu na Czwartą Sesję Komisji Centralnej Soboru Watykańskiego II. Wówczas to Ojciec Św. rozpoczynając tę Sesję zwrócił się w gorących słowach do Matki Boskiej Częstochowskiej błagając o opiekę nad Soborem i nad Kościołem. Z tą chwałą, wyrażoną przez Zastępcę Chrystusa Pana na ziemi, wobec przedstawicieli całego świata, obraz ten odpływa z Rzymu do Australii. [...]Obraz ma rozpocząć święte pielgrzymowanie po Waszych ośrodkach. Niech błogosławią Go wszyscy kapłani polscy w Australii, bo to jest ich dzieło. [...] Z głębi mego serca ślę wszystkim błogosławieństwo prymasowskie, ze słowami ‘szczęść Boże’ oraz całą Polonię Australijską oddaję na Jasnej Górze pod szczególną opiekę Królowej Polski, Dziewicy Wspomożycielki, rycerza Boga Żywego”.

14 września na statku “Oceania” odpłynęło z Genui do Australii dwóch polskich kapłanów z Towarzystwa Chrystusowgo: ks. Józef Kołodziej i ks. Władysław Lisik. Obaj mieli już wyznaczone placówki duszpasterskie: ks. Lisik w diecezji Sale (Wiktoria), a ks. Kołodziej w Sydney.
Tygodnik Katolicki (6 października) poinformował czytelników, że 15 sierpnia ks. bp Franciszek Henschke z diecezji Wagga Wagga obchodził uroczyście 25 rocznicę sakry biskupiej. Wspominamy to wydarzenie, ponieważ Ksiądz Biskup pochodził z polskiej rodziny. Jego dziad Jerzy wyemigrował w XIX wieku z Poznania, a jego ojciec August urodził się już w Australii. Biskup Jubilat urodził się w roku 1892. Miał 10-cioro rodzeństwa: 3 braci również poświęciło się służbie Bożej, a dwie siostry zostały zakonnicami.

12 października opuścił Australię o. Wacław Sadok Maćkowiak OP. Udał się do Rzymu, aby objąć urząd asystenta Generała Zakonu Dominikańskiego. O. Maćkowiak pochodził z Rawicza. Do dominikanów wstąpił w roku 1919. Studia wyższe odbył we Lwowie, w Rzymie i w Szwajcarii. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1927, a w 1931 uzyskał doktorat z teologii. W 1937 udał się na do Chin, gdzie w prowincji Seczuan organizował polską misję dominikańską. Na początku roku 1953 przybył do Australii, gdzie objął stanowisko profesora, a następnie kierownika Studium Zakonnego w Wahroonga (Sydney). Od początku też bardzo ofiarnie pracował w polskim duszpasterstwie. Parokrotnie był członkiem Prezydium Rady Naczelnej oraz Rady Polskiej Macierzy Szkolnej. Głównym teren pracy duszpasterskiej o. Maćkowiaka była Cabramatta i Fairfield, gdzie brał bardzo czynny udział w życiu społecznym i organizacyjnym, kładąc duże zasługi przy budowie Domu “Orła Białego”.
Już następnego dnia po wyjeździe o. Maćkowiaka, licznie zgromadzeni rodacy w melbourneńskim porcie witali nowych duszpasterzy: ks. Józefa Kołodzieja i ks. Władysława Lisika. (fot nr 8) Oto notatka zamieszczona w Tygodniku Katolickim: “W dniu 13 października na statku “Oceania” przybyli z Kraju do Australii (wraz z grupą 40 innych rodaków) dwaj księża z Towarzystwa Chrystusowego. Nowoprzybyłych duszpasterzy powitali w porcie o. M. Chrostowski i ks. Krasocki z Melburnu, ks. E. Gagajek z Sydney oraz przedstawiciel redakcji ‘Tygodnika’, red. T. Ostrowski. Uderzył nas w pierwszym rzędzie młody wiek nowych naszych duszpasterzy oraz ich roześmiane, pełne entuzjazmu twarze – choć melburneńska pogodna nie nastrajała tego dnia zbyt pogodnie!... Ks. Władysław Lisik, który obejmie opiekę duchową nad Polakami w Gippslandzie (diecezja Sale), ma zaledwie 27 lat i święcenia kapłańskie otrzymał dopiero przed dwoma laty; 31-letni ks. Józef Kołodziej, wyświęcony trzy lata temu, jedzie do Sydney (Cabramatta), na miejsce o. Dr. W. Maćkowiaka, który o dzień wcześniej opuścił port melburneński w drodze do Rzymu. Obydwaj młodzi księża są pełni młodzieńczego zapału i niecierpliwie oczekują rozpoczęcia swej pracy duszpasterskiej wśród Polaków australijskich”.
Powitanie nowych duszpasterzy było wyjątkowo serdeczne i radosne, a red. Tomasz Ostrowski zamieścił na łamach Tygodnika Katolickiego obszerny reportaż z tego wydarzenia. Warto przypomnieć jego fragmenty, aby w jakiejś mierze przybliżyć atmosferę 13 października 1962 roku. “Zapowiedziany na 8.30 rano włoski statek “Oceania”, dobił punktualnie o 10, co wcale nie oznacza, że skończyło się nasze oczekiwanie. Wprawdzie ks. M. Chrostowski już z daleka spostrzegł przy balustradzie (czy jak to się tam ‘po okrętowemu’ nazywa) jednego z górnych pokładów (czyli ‘deków’) dwie czarno odziane postacie, w których ks. E. Gagajek – specjalnie na tą okazję przybył z Sydney – poznaje swych dawnych uczniów z poznańskiego seminarium, ale dzieli je od nas jeszcze nie tyle poetyczny ‘przestwór oceanów’, co wielce prozaiczna bariera celna. Nasze powitalne zapędy hamuje obcesowo urzędnik portowy: najpierw odprawa celna! Nie pomaga nawet przepustka wycyganiona od ‘Odry’, ani interwencje w biurze celnym. Trudno – czekamy. W międzyczasie zajeżdża swym niezawodnym Holdenem oblatany społecznie i urzędowo ks. Krasocki, który zdążył się już poinformować o opóźnieniu i uniknął niepotrzebnego czekania. [...] A oto i nasi księża. Roześmiane oczy; nie zraża ich deszcz, który nawet nam – starym melburnczykom psuje humor. Są może trochę onieśmieleni ‘nieznanym’ i osobą swego dawnego ‘belfra’ od historii Kościoła. Pstryka aparat Bonia Ligudzińskiego. Z miejsca zabierają się do oglądania ‘Tygodnika’ gdyż ciekawią ich przecież wiadomości z nowego terenu pracy. W takich warunkach trudno o przyzwoity wywiad. – Podróż? śliczna pogoda, piękne widoki, tylko że... – no cóż, choć obydwaj są dobrze wysportowani (seminarium poznańskie wyznaje starą maksymę, że w zdrowym ciele – zdrowy duch: ks. Kołodziej – piłka nożna (bramkarz), a ks. Lisik – koszykówka), była to ich pierwsza podróż morska... Nie wstrzymywało ich to jednak od codziennych mszy św., które zgromadzały licznie polskich i włoskich pasażerów. Ponieważ był to ich pierwszy wyjazd z Polski, zwiedzili przy okazji trochę Europy, głównie Francję i Włochy. W Rzymie brali udział w audiencji u Ojca św. i są jeszcze pod wrażeniem Wiecznego Miasta. No, a w Australii są już właściwie ‘po raz drugi’, gdyż jeden dzień spędzili w Fremantle, gdzie witał ich ks. kanonik W. Dzięcioł. Doznali też tam pierwszego, bardzo miłego przyjęcia ze strony rodaków w gościnnym domu pp. Czapskich. – Czy od dawna myśleli o wyjeździe do Australii? Prawdę mówiąc nie. Kończąc seminarium Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu byli przygotowani na wyjazd za granicę do któregoś z polskich ośrodków emigracyjnych, ale ostateczny wybór zależy od przełożonych. Ks. Kołodziej np. ‘szykował’ się do Brazylii, a tymczasem trafił tutaj. Teoretycznie poznali Australię dość dobrze w czasie studiów, a ponadto krótko przed wyjazdem ‘dokształcali się’ z książki Olszewskiego ‘Australia kraj dziwów i sprzeczności’. (Jeśli chodzi o ‘polską Australię’ – to niewątpliwie prawda). Polacy są przeważnie wszędzie tacy sami. O Polonii australijskiej dowiedzieli się dużo z rozmów z księżmi, jak np. z ks. H. Jośko z Wagga i ks. L. Jaroszką z Geelong. Ks. Lisik jedzie zresztą na dawną parafię ks. Jaroszki w Sale i opieką swą obejmie pewnie również Polaków w Latrobe Valey, którzy tak bardzo pragnęli ‘własnego’ księdza, choć odwiedzał ich tam sporadycznie ks. Woźniczak z Benalli. A dla młodego i energicznego duszpasterza pracy zawsze będzie pod dostatkiem i nie potrzebujemy go chyba zapewniać, że z pracy tej będzie na pewno zadowolony. Ale to zależeć już będzie od samych Polaków w Gippsland. Ani się spostrzegamy, a tu już mija południe. Ładujemy się więc wszyscy do księżych samochodów i nie zatrzymywani już przez celników – jedziemy pokazać gościom Melbourne. Tak to Polonia australijska wzbogaciła się o nowych kilkadziesiąt dusz i dwóch duszpasterzy. Wierzymy, że pozostaną z nami na zawsze”.
Ks. Władysław Lisik pracę duszpasterską w Gippsland rozpoczął pod koniec października 1962 r. Zamieszkał w australijskiej plebani w Morwell. Wspominając po 40 latach tamte czasy napisał: “Właściwie to niewiele znałem się na pracy duszpasterskiej wśród polskich emigrantów. Jeszcze mniej miałem znajomości języka angielskiego czy kultury kraju, gdzie wypadło mi żyć i pracować dla dobra duchowego naszych ludzi. Jednym słowem brakowało mi jakiegoś realnego podejścia do przewodzenia polskim owieczkom na pastwiskach Australii. (...) Ale będąc pełen entuzjazmu i nadgorliwości kapłańskiej i licząc na pomoc Bożą musiałem dawać sobie radę. Rozpocząłem odwiedzać współziomków rozrzuconych po całym Gippsland na przestrzeni 300 km. Zacząłem ogólnie orientować się w życiu tutejszej grupy polonijnej, a raczej małych skupisk rodzin”.
Ks. Józef Kołodziej zamieszkał w domu chrystusowców na De Witt St. w Bankstown, a swoim duszpasterstwem objął rodaków w Cabramatta i Fairfield.
Polacy z Fairfield i Cabramatta powitali swojego nowego duszpasterza w dniu 21 października w sali Orła Białego. Uroczystość przygotował Związek Polski Oddział Cabramatta we współpracy z wszystkimi lokalnymi polskimi organizacjami. Pierwszy zabrał głos prezes Koła Różańcowego, p. Czesław Wiktorowicz, a następnie prezes Oddziału Związku Polskiego, p. A. Fabisiak. Obaj wyrazili radość z przybycia ks. Kołodzieja oraz zapewnili go o współpracy wszystkich Polaków z Cabramatty.(fot nr 9) Pan Fabisiak podkreślił, że ks. Kołodziej, prócz swej młodości, energii i zapału przywiózł świeży powiew z Ojczyzny. Obecny na uroczystości ks. A. Baranowski życząc ks. Kołodziejowi miłej pracy wśród rodaków, zapewnił go, że na “cabramackich” Polakach się nie zawiedzie. W części artystycznej wystąpił chór dzieci szkolnych, a potem dzieci i młodzież popisywały się tańcami. Uroczystość zakończyło przemówienie ks. Kołodzieja, który dziękując za wspaniałe przyjęcie zapewnił, że sercem i duszą odda się sprawie swych rodaków, a szczególnie zajmie się dorastającą młodzieżą.
W październiku zaszła również zmiana w życiu ks. Baranowskiego. Mianowany został kapelanem w Marayong i tam też zamieszkał. Już wcześniej poświęcał wiele czasu i energii sprawom Domu Dziecka jako czynny wiceprezes Komitetu. Na nową kadencję działalności Komitetu ks. Baranowskiemu powierzono funkcję prezesa.
Święto Niepodległości 11 listopada w tym roku wypadło w niedzielę, dlatego też frekwencja na uroczystej Akademii zorganizowanej w Domu Orła Białego była imponująca. Zebranych powitał prezes Związku Polskiego Oddział Cabramatta, p. A. Fabisiak, po czym zabrał głos ks. Józef Kołodziej. W swym patriotycznym przemówieniu podkreślił, że Bóg stwarzając człowieka obdarzył go wielkim darem: wolnością. Podczas akademii wysłuchano także referatu p. prof. Śronka, który przedstawił opis walk Polski o niepodległość, a na zakończenie zaapelował do rodziców o polskie i patriotyczne wychowanie dzieci, a także o troskę o rozwój szkół sobotnich. W części artystycznej śpiewał chór ‘Echo’, zespoły dziecięce i młodzieżowe.
W ‘Tygodniku Katolickim’ z 15 grudnia ukazał się artykuł pióra ks. Władysława Lisika o jego pierwszych doświadczeniach duszpasterskich w Gippsland, a właściwie o pełnej przygód podróży samochodem w towarzystwie księży Krasockiego i Chrostowskiego do Sale na spotkanie z tamtejszym biskupem i potem dalej do Morwell, gdzie wyznaczono mu miejsce stałego pobytu. W kolejnym artykule zamieszczonym w Tygodniku Katolickim, ks. Władysław opisał jak witano go wśród Polaków. “Po ogólnym zapoznaniu się z plebanią w Morwell, ks. prałat prowadzi nas do szkoły, gdzie zgromadzili się Polacy na powitanie swego kapelana. Tego się nie spodziewałem! Zdziwiłem się bardzo, gdyż były kwiaty, małe krakowianki i przemówienia – a przede wszystkim arcysympatyczne polskie twarze. Wzruszyłem się tym do tego stopnia, iż dużo nie brakowało, a byłbym się rozczulił na dobre. Szczególnie gdy mówiłem o ostatniej Mszy św., którą odprawiłem na Jasnej Górze. Tam właśnie modliłem się w intencji dusz, które zostaną powierzone mojej pieczy duszpasterskiej. No, ale wszystko jakoś przeszło. Przypatruję się dokładniej wszystkim twarzom. Domyślam się, jak bardzo ci ludzie są stęsknieni za polskim kapłanem, który zrozumie ich język i ich tradycje narodowe. A przecież w drodze myślałem sobie: ‘Chyba, po naszemu się wyrażając, pies z kulawą nogą nie będzie mnie tutaj witał’. (fot nr 10) Jak bardzo się pomyliłem, bowiem powitaniom w tych stronach nie ma końca. Pierwszą Mszę św. celebrowałem w Newborough. Zebrało się na niej około 130 rodaków. Wszyscy całą parą śpiewają polskie pieśni kościelne. Po Mszy św. gromadzą się na powitanie. Tutaj też kwiaty, krakowianki i przemówienia. Dla ścisłości trzeba dodać, że stoły uginały się pod różnymi smakołykami. Uroczystość była przeplatana ojczystymi piosenkami o góralu i o Maćku. Nawet w Traralgon, gdzie miałem Mszę św. wieczorem, zebrała się duża grupa Polaków i jak tylko potrafiła, ze staropolską gościnnością podejmowała swego kapelana. Najbardziej jednak szumnie wszystko wypadło w Moe. Rodacy przyszli w pełnym komplecie. Po Mszy św. i kazaniu gromadzimy się wszyscy w szkole. Dzieci polskie z tutejszej szkoły sobotniej, pod kierownictwem pani Polaszkiewicz, pięknie deklamują i śpiewają oraz wręczają kwiaty – piękne, śliczne róże dla tego ‘młodziutkiego’ księdza z Polski. Po tym wszystkim kolej na przemówienia tutejszych ‘grubych ryb’ oraz duszpasterzy australijskich, przeplatane piosenkami narodowymi. Nastrój wytwarza się bardzo podniosły. Ktoś śpiewa ‘Sto lat’, za nim oczywiście wszyscy. Nawet rozbrzmiał hymn narodowy. Wszyscy są rozradowani, jakby podniesieni na duchu. Patrząc na to wszystko myślę sobie: obym nie zawiódł nadziei tych kochanych braci rodaków, które we mnie pokładają. Zaznaczam to w jednym z następnych przemówień – i dlatego całą moją pracę tutaj oddaję w ręce Niepokalanej Królowej Polski, naszej Czarnej Madonny z Częstochowy. Myślę, że Polonia z Melburnu przyjdzie mi też z pomocą. Spodziewamy się odwiedzin tamtejszych teatrów, harcerzy. A więc w Imię Boże, pod opieka Królowej Polski, rozpoczynamy odnowę życia religijnego i kulturalnego wśród tutejszej Polonii, by ona również dobrze przygotowała się na 1000-lecie Chrztu Polski”.
9 grudnia był wielkim dniem dla Polaków w Brisbane. Był to dzień intronizacji kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w polskim kościele na Bowen Hills. Na placu przed salą parafialną obraz Czarnej Madonny w feretronie zajmował honorowe miejsce. Pod upalnym niebem popłynęła najstarsza polska pieśń ‘Bogurodzica’, przy wtórze której p. Krystyna Gwizadłłowa deklamowała modlitwę i błaganie do Matki – Pocieszycielki. Po uroczystej przemowie ks. prał. W. Dzięcioła uformowała się procesja wprowadzająca obraz do kościoła. Ołtarz tonął w kwiatach. Uroczystą Mszę świętą celebrował ks. prał. Dzięcioł w asyście księży polskich przybyłych z innych stanów Australii. Podniosłe kazanie wygłosił ks. Lucjan Jaroszka, który przywiózł obraz z Polski. W czasie Mszy św. śpiewał chór mieszany pod batutą Ojca Kasjana. Przez trzy godziny najskrytsze marzenia i tęsknoty płynęły do stóp Matki Częstochowskiej wraz z modlitwami i łzami, których nikt się nie wstydził. Na zakończenie odbyło się popołudniowe nabożeństwo do Matki Boskiej, w czasie którego nastąpiło odnowienie ślubów Jasnogórskich, a następnie – w sali parafialnej – zebranie Komitetu 1000-lecia. Przy tej okazji pożegnano księży z Perth, Melbourne, Sydney i Newcastle, którzy byli obecni na uroczystościach.
W grudniu Komitet Rodzicielski w Broadmeadow zorganizował dla dzieci spotkanie ze św. Mikołajem. Jak podał Tygodnik Katolicki, był to ‘Mikołaj nad Mikołaje’. Początkowo trudno było opanować i uspokoić ogromnie ruchliwą gromadę dzieci. Kiedy wreszcie to się udało, prezes Związku Polskiego, p. Kawka, przywitał gości. Głos zabrał również obecny na uroczystości ks. J. Gula. Obyły się także występy dzieci, za które i one i ich nauczycielka, p. A. Olszewska zebrały w pełni zasłużone oklaski.
Polska Pasterka odbyła się w Domu Orła Białego. Ołtarz, szopkę i inne dekoracje świąteczne przygotowali członkowie Koła Różańcowego. Od godz. 9.30 ks. Gagajek i ks. Kołodziej słuchali spowiedzi. Pasterkę odprawił ks. Gagajek, a kazanie wygłosił ks. J. Kołodziej. Pomimo deszczowej pogody sala była wypełniona po brzegi. Obecnych było ok. 500 osób. Ogromna większość przystąpiła do Komunii św.

 

aktualizowano: 2009-12-31